Etap 9. Przez opuszczone Oatman i tamę Hoover Dam do Kingman

Dzisiaj, porządnie wyspani ruszyliśmy ok 9:00 zakorkowanymi ulicami Las Vegas w kierunku Boulder City . Tam był pierwszy cel dzisiejszej, krótkiej jak na nas, 200 milowej trasy. Ten cel to słynna zapora Hoover Dam. Chcieliśmy popatrzeć na tę monstrualnie wielką tamę zaliczaną do cudów światowej inżynierii i dalej dotrzeć via Oatman do Kingman

W drodze do Hoover Dam, Boulder Dash, Nevada

Z góry odpuściliśmy sobie zwiedzanie wnętrz tamy, spodziewając się dużego ruchu. I nie pomyliliśmy się: ruch był ogromny. Trzeba pamiętać, że ta turystyczna atrakcja położna jest blisko zatłoczonego Las Vegas i dlatego mnóstwo ludzi to przyjeżdża. Mimo, że to poniedziałek.
Najpierw przespacerowaliśmy się nowym, bo wybudowanym w 2010 roku, moście.

Ja, jeszcze w 2009 roku jechałem drogą przez zaporę. Teraz już tak nie można. Nevadę i Arizonę dla ruchu cywilnego łączy ten nowy most.

Postaliśmy swoje w korku na wjazd na teren tamy. Po uiszczeniu opłaty 10$ za wielopoziomowy parking i odstawieniu auta. mogliśmy przejść się tamą.


Temperatura dawała się we znaki. Było ok 39 stopni i zero cienia na moście!

W Oatman pewnie gorzej będzie
Upalna Nevada

Zatem, po szybkim spacerze i fotkach. Teraz Kierunek Oatman.

To opuszczone miasteczko przy sławnej Route 66. W drodze mieliśmy przygodę. Nie chcąc jechać przez Kingsman, gdzie nocujemy, i wymusiłem na Google Maps inną trasę. No i wszystko było super, tylko ostatnie 19 km do Oatman musieliśmy pokonać po nieutwardzonej, pełnej dziur i kamieni drodze. Technicznie dla tego auta, to żaden problem, napęd 4×4, duży prześwit, mocny silnik. Zatem drive mode na off road, i do przodu.

No ale to jednak w końcu tylko SUV, a nie auto w pełni terenowe. Przyznaję, że przez ten 19 km miałem stres. Bo tak: za oknem 43 stopnie, zero zasięgu, w samochodzie brak koła zapasowego (to niestety standard w amerykańskich wypożyczalniach), no i klauzula w regulaminie Alamo, że nie wolno użytkować poza „paved road”, czyli utwardzonymi. Jak coś się stanie to ubezpieczenie może tego nie objąć. Jednak… widoki i ta szczypta adrenaliny zrobiły swoje. Zaryzykowałem. Widoki i trasa były fajne. Filmik trasy z kamery samochodowej w To-Kino-Maniak
Wytrzęsło nas na przysłowiowego maksa, a po drodze minęliśmy parę turystów zmieniających koło. Oni akurat mieli 🙂

W końcu wjechaliśmy do tego opuszczonego miasteczka. Ale zaraz, zaraz jakie ono opuszczone jak w każdym budynku jakiś gift store. Przekąski, zimne napoje i inne” badziewie”. Zresztą, jak się okazało na stałe mieszka i zarabia tu ok. 100 osób. Co więcej, w południe w weekendy wstrzymywany jest ruch uliczny i odgrywane są rewolwerowe strzelaniny. Szkoda, że dzisiaj poniedziałek.

Miasto naprawdę ma swój klimacik, przez te stare domostwa, do tego snujące się dziesiątki osłów dokarmianych przez turystów. Czym ? Jakimś badziewiem który można kupić za 1$ w każdym sklepiku. Osły wydają się być kompletnie oswojone, potulne.

Jednak trzeba uważać, bo gryzą i kopią Bywało sporo wypadków. W końcu, to naprawdę dzikie osły. Całe stado żyjące w okolicy, liczy sobie podobno ok. 2 tys. osobników! Zrobiliśmy sobie z nimi jak widać, kilka zdjęć, ale było tak gorąco, że mój telefon się przegrzał i wyłączył.

A to filmik – nagrany kamerką samochodową – z naszego finalnego przejazdu przez to miasteczko.

Oatman w całej okazałości z naszej kamerki w samochodzie – 2 min filmik

Czas jechać do Kingman. Zatem ruszyliśmy 49 milową widokową trasą Oatman Road w kierunku naszego noclegi do Kingman.

Oatman Road, to jest jedna z najbardziej niebezpiecznych, krętych, bardzo wąskich tras na świecie. Serio, można o tym poczytać chociażby tutaj. A w galerii To-Kino-Maniak krótki filmik z naszego przejazdu. Nie będę dokładał już tutaj kolejnego modułu YT 🙂

Oatman Road jest fragmentem historycznej drogi Route 66. Na szczęście będąc już wytrenowanym przez trasy Big Sure, Yosemite i wyjazdu z Sequoia Park – dałem radę sprawnie ją pokonać. I to szybciej niż dozwolone 25 mph?. Po drodze ponad 15 mil wspaniałych, niezapomnianych widoków na Black Mountains.

W końcu dojechaliśmy do Kingman, stolicy regionu Mohave. Też klimatyczne miasto, związane z Route 66. Zresztą jest tu muzeum Route 66, Niestety, jak dojechaliśmy było zamknięte. Obok jest stara knajpka Mr D’z, stacja benzynowa i stacja kolejowa linii do Santa Fe.

Pokręciliśmy się trochę, zjedliśmy w fajnej rodzinnej knajpie i…. liczyliśmy na ładny zachód słońca. Z tego znana jest Arizona. Niestety, bezchmurne niebo, rozgrzane powietrze do 39 stopni o godz 20 jakoś nie stworzyły warunków. Szkoda. Po podkręceniu edytorem. Jakoś to wygląda.

Sunset obok Kingman, Arizona

I tak kończymy nasz 9 dzień w podróży.

Już ponad 2000 mil zrobione, ale to dopiero 20% naszej całej planowanej trasy.

Jutro, będziemy biwakować na kempingu w Grand Canyon. Ja pod namiotem po blisko 28 latach. Dla Mateusza z kolei, to pierwszy raz. Zatem czeka nas prawdziwe wyzwanie .

2 Replies to “Etap 9. Przez opuszczone Oatman i tamę Hoover Dam do Kingman”

  1. Pianino

    Nie wiem czy wiesz ale tworzysz bardzo ciekawe i inspirujące treści. Trzymaj dalej tak wysoki poziom, a już wkrótce osiągniesz szczyty wyszukiwarek na topowe frazy 🙂

    Odpowiedz
  2. xmc.pl

    Prawdziwy przyjaciel to nie ten, kto osusza łzy twoje, Niczm jak Drapieżne lwy Tołstoje, ale ten, kto nie pozwala ci ich wylewać, innym zabrania się z Ciebie wyśmiewać E. F. Teixeira & Zeroo Cool..

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.