Etap 8. Viva Las Vegas po piekielnie gorącym Death Valley

Jak zwykle na naszym roadtripie, pokonaliśmy jednego dnia ponad 300 mil. Tym razem udaliśmy się najpierw do gorącej Death Valley a potem do Las Vegas. Ikony kiczu USA.
Miejsca budzącego postrach zwykłych śmiertelników z naszej szerokości geograficznej. Jednak w tym – rozregulowanym – klimacie okazało się, że 36 stopni w Death Valley, to … tyle co obecnie w Warszawie Fakt, że tam ponad 30 jest od godz. 7 rano. Warto nadmienić, że Death Valley to jeszcze Kalifornia, a nie pustynna Nevada.

Jako, że wjechaliśmy od zachodniej strony to najpierw zaliczyliśmy wydmy Mesquite Flat Sand Dunes. Najciekawiej wyglądają ponoć o brzasku. My jednak byliśmy znacznie później, bo po 2 godzinnej podróży z Ridgecrest pojawiliśmy się na wydmach ok godz. 8.

Dla pasjonatów sagi Star Wars warto wspomnieć, że wiele scen było kręconych właśnie w Death Valley. Na oficjalnej stronie parku można poznać dokładne lokacje .
Dalej pojechaliśmy przez miasteczko Furnace Creek, leżące pośrodku gorącej pustyni, aż do Badwater. To najniżej położone miejsce w całym USA – 86 m p.p.m. Temperatury piasku tutaj sięgają 100 stopni i powietrza ponad 50 stopni Celsjusza, nie Farenheita!. Nam się oddało – ok 9 rano. jedynie 39 stopni.
Zresztą, w Badwater jest znak jasno mówiący, ze spacerowanie po godz. 10 rano to igranie ze zdrowiem, lub życiem. Co ciekawe, ostrzeżenie jest też w języku prawie polskim ?.

Ruszyliśmy dalej pustynią przez olbrzymie solnisko (?) nazwane jako Devil’s Golf Course , do miejsca zwanego Artists Palette. To nic innego, jak droga wiodące przez kanion obok kolorowych wzgórz i górek. Kolorowych bowiem zawierają metale, które się utleniają. Stąd te kolory. Na pewno bajecznie to wygląda przy zachodzącym słońcu.

Naszym ostatnim punktem zwiedzania było Zabriskie Point. Fajnie uformowane skały, Ten punkt widokowy nazwano, by upamiętnić Christiana Zabriskiego, który był prezesem firmy Pacific Coast Borax Company wydobywającej w okolicy boraks. To taki polski akcent bowiem Zabirski był synem Aleksandra Zaborowskiego, emigranta z Węgorzewa. Po krótkim stopie na zdjęcia, opuściliśmy Death Valely i wkrótce wjechaliśmy do Nevady. 


Naszym celem był Red Rock Canyon. Położony kilkanaście minut jazdy od Las Vegas, czyni to miejsce bardzo popularnym. Jako, że to niedziela to, niestety, tłumy! Na szczęście, sprawna organizacja, jednokierunkowy ruch i mnóstwo parkingów do zdjęć pozwoliło uniknąć korków. Jak pisałem wcześniej: Amerykanie dobrze zajmuje się organizacją ruchu w takich miejscach. Wstęp jest płatny 15$ per samochód. Jednak, z kartą America the Beautiful – free. Czerwony kolor skał jest związany z dużymi ilościami żelaza.

Czas na Las Vegas

Po zaliczeniu kilkunastokilometrowej pętli widokowej, z licznymi postojami na zdjęcia, ruszamy do naszego hotelu w Las Vegas. Ceny hoteli w Las Vegas poza weekendem, są naprawdę bardzo, bardzo sensowne. W weekendy ceny rosną nawet kilkukrotnie. Najbardziej znane hotele typu Bellagio, MGM, Venetian itd. można mieć w tygodniu po 80$ za noc. Jednak ja unikałem ich jak ognia, bowiem to molochy i trzeba pokonać nawet kilometr od parkingu do pokoju ?. Czasem też godzinę można spędzić na check-in jak się trafi jakaś wycieczka.Szkoda mi czasu. Zatem do cyklu Porady dołączam -omijajcie duże hotele LV jak zależy Wam na czasie.

Las Vegas
Tuscany Suits, Las Vegas, USA

Zatrzymaliśmy się bardzo fajnym resorcie Tuscany Suits pośrodku LV i bardzo blisko słynnego Stripe’a. Cena za 60 metrowy apartament 75$. Nie jest źle. Po wyładowaniu bagaży, ruszyliśmy w miasto. To miasto jest tak brzydkie i kiczowate, że robi niesamowite wrażenie. Jestem w nim 5 , albo 6 raz, i za każdym razem znajduję jednak jakieś zalety tego miejsca 🙂

Po krótkim lunchu w jednej z tysięcy kasynowych knajp, poszliśmy przez kasyna w tour. Jednak tym razem poszliśmy po bandzie, bo chciałem zrobić młodemu zdjęcie w kasynie Cesar Palace przy automacie, jak niby gra…

Awantura na całego

No pech chciał, że zauważyła to pulchna Pani z ochrony. Wylegitymowała Mateusza, w sumie na dwa razy, bo za pierwszym razem spojrzała na wize w paszporcie, a tam nie ma daty urodzenia. Oddała, odeszła, ale coś ją tknęło… Zawróciła. Spojrzała prawidłowo na dane z paszportu odkryła, że młody ma 17 wiosen czyli o 4 za mało żeby oddawać się hazardowi.

No i zaczęła się chryja… Wezwała od razu drugiego ochroniarza. Przylazł ciemnoskóry typ z karkiem jak moje plecy, i ponuro się na nas patrzył, odgradzając od wyjścia. Nic nie dały tłumaczenia, że to do zdjęcia, że turyści itp.
Młody złamał prawo i tyle! W końcu po moich perswazjach, przylazł jakiś menadżer, zadał tyko pytanie czy młody coś wygrał. Usłyszał, że nic, zatem dał nam jedzie ostrzeżenie, panienka zrobiła na do widzenia zdjęcia młodemu en face, do ichniej kartoteki, i tyle. Sensowny koleś. Taki europejski 🙂

Odechciało już mi się dalszej gry, zatem szybko przegrałem zakładane na roztrwonienie 20$ i poszliśmy oglądać Las Vegas by night. Mimo wczesnego wieczoru nadal było potwornie gorąco

Wieczorny upał w Las Vegas

Do tego tysiące turystów przewalających się po chodnikach, od atrakcji do atrakcji. Większość najwiekszych hoteli ma jakieś show i atrakcje. W tym klasyka – tańczące fontanny przed hotelem Bellagio. Krotki filmik można znaleźć w moim kinie

No i my z nimi?. I w końcu zmęczeni tym upałem, tłumami, hałasem, wróciliśmy do hotelu.

Tym razem nie spędzę całej nocy balując w tym mieście grzechu. Młody jest jeszcze za młody na wszystkie atrakcje Sin City 🙂

Jutro kolejne mile, i miłe chwile przed nami. Czas spać.

3 Replies to “Etap 8. Viva Las Vegas po piekielnie gorącym Death Valley”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.