Etap 18. Zion National Park i słynny Angel’s Landing zdobyty


W trasę ruszyliśmy o świcie. To ostatnio norma na naszym szalonym roadtripie. Chcieliśmy być w Zion National Park przed 8:00 rano.

W kierunku Zion
Bladym świtem w drogę.

Udało się, aczkolwiek parking już był dosyć zajęty. Sporo ludzi czekało również na shuttle. Po Zion National Park, nie wolno poruszać się prywatnymi samochodami (wyjątkiem są miesiące zimowe: styczeń i luty). Odstaliśmy jakieś 15 minut i ruszyliśmy shuttlem do najdalszego punktu Zion, żeby się później wracać w kierunku startu pięknymi szlakami tego parku.

Niestety, większość szlaków które zamierzaliśmy przejść, była zamknięta :(. Związane to było z obsuwiskami skał. W tym parku to normalne. Zresztą, są ostrzeżenia o spadających skałach. Oczywiście, standardowe amerykańskie info – dalej idziesz na własną odpowiedzialność.

Każdy odpowiada za siebie

Skoro Hidden Canyon i Emerald Pool Trial były zamknięte, to przeszliśmy się krótkimi i łatwymi szlakami Weeping Rock oraz Riverside Walk. Nie mając specjalnych butów i neoprenowych skarpet, nie mogliśmy ruszyć dalej w górę rzeki, szlakiem The Narrows. W sumie to można wypożyczyć cały niezbędny ekwipunek przy Visitor Centre Zion.

No to co było robić…. Idziemy Angels Landing.. Jeden z najtrudniejszych szlaków hikingowych w USA. Niespełna 9 km szlak, z przewyższeniem ok. 500 m podzielony na dwa odcinki. Pierwszy, bardzo stromy i długi jednak łatwy technicznie prowadzi do punktu Scout Lookout. Tam większość ludzi zawraca widząc kolejne, już naprawdę trudne podejście. Niby do pokonania jest niespełna 700 metrów, jednak po bardzo, ale to bardzo wąskich kamienistych podejściach.

Na szczęście są solidne łańcuchy pozwalające zachować równowagę. Jednak są też takie, na szczęście krótkie, odcinki gdzie jest tylko metr szerokości skały pod nogami, zero łańcuchów, a obok …. przepaść w dół. Trzeba naprawdę uważać i być mega skoncentrowany. No i nie patrzeć w dół! Nawet jak się nie ma lęku wysokości. Na wejściu na szlak, na dole, tablica informowała o 9 ofiarach śmiertelnych od 2004 roku.

Mateusz krótko stwierdził: jak wszedłem pod tą cholerną górę, to dalej też wejdę, aż na szczyt. No to.. poszliśmy. Słońce zaczęło się już naprawdę dawać we znaki, było parę minut po 11:00, czyli prawie południe i temperatura blisko 42 stopnie. Na szczęście duża cześć szlaku była zacieniona. Z góry piękne widoki. Nad nami krążyły olbrzymie orły. Super sprawa. Niestety zdjęcia trudno wykonać. Nie ma co ryzykować zresztą. Mało miejsca, kolejni napierający turyści.

Trzeba schodzić. To okazało się jeszcze trudniejsze niż wchodzenie. Udało się ! Wymagający Angel’s Landing w Zion zdobyty! Mimo, że nie planowaliśmy tego. Mateusz, był bardzo zadowolony z siebie. I słusznie bo to było jego pierwsze hikingeowe doświadczenie. Nawet go jakość nie zmęczył tez szlak. No cóż, młodość :). Chociaż ja też kondycyjnie zniosłem to bez problemu. To jest zasługa uprawiania kolarstwa. Wydolność i duże VO2 Max 🙂

Po zejściu do kanionu było już strasznie gorąco. Nie było sensu chodzić dalej długimi szlakami. To byłaby mordęga, a nie przyjemność. Pokręciliśmy się trochę w okolicach Visitor Center, obowiązkowo magnes i pocztówka (chyba już Mateusz ma ze 40 magnesów do kolekcji z tej wyprawy.) i ochłodziliśmy w zimnym potoku Tego nam było trzeba!.

Lekko schłodzeni, ruszyliśmy na nasz ostatni szlak prowadzący do Canyon Overlook. Jedyny do którego można, a nawet trzeba dojechać samochodem. Piękną krętą drogą aż przez wykuty w litej skale Mount Carmel Tunnel. Tunel ma ok 2 km zbudowany w latach 20 ubiegłego stulecia w niespełna 36 miesięcy! Ten ostatni szlak pokonaliśmy 40 minut. Czuliśmy się jak w piekarniku. W nagrodę na górze czekały na nas piękne widoki.

I tak zakończyliśmy naszą wizytę w Zion National Park. Jednak zwiedzanie tego parku w upał jest wyzwaniem. Na pewno, w mniej ekstemalnych warunkach można spędzić tutaj więcej czasu eksplorując fajne miejsce.
No to, ruszyliśmy znowu do Las Vegas. Po drodze w St. George Yelp nam zasugerował dobrą meksykańską, a jakże by inaczej, knajpę. 90% klientów to Meksykanie. Znaczy, to musi być dobre meksykańskie jedzenie. I takie było :). Ceny jakieś śmieszne.

Meksykański bar w St. George, Utah

Po smakowitym obiedzie pojechaliśmy dla leżącego na północnym skraju LV naszego hotelu. Tam mamy po prostu nocleg. Zero hazardu i nocnego zwiedzania. Mimo, że na dole hotelu spore kasyno. No prawie zero hazardu, bo przechodząc z recepcji do pokoju, wygrałem 5$ i zakończyłem grę :). ROI 50% 🙂

Na jutro mieliśmy w oryginalnym planie wizytę w Joshua National Park. Jednak popatrzyłem na prognozy: ponad 42 stopni, a tam sama pustynia praktycznie. Czyli na słońcu można spodziewać się minimum 55 stopni. W związku z tym,. postanowiłem zmienić nasz plan. Pojedziemy na parę godzin do San Diego. Tym bardziej, że tam ma być ok 24 stopni i wiatr od oceanu. Wow 🙂
To dosyć daleko. Trudno. Po prostu zrobimy jutro trasę ok 650 km, ale w normalnych warunkach termicznych i pozwiedzamy to piękne (podobno) miasto. 

W takich chwilach cieżko myśleć o zwiedzaniu pustyni

Naprawdę, mamy dość upałów. Dotarliśmy wieczorem do Las Vegas i tam o godz 21:00 nadal 39 stopni…. Taki tu mają klimat. Jak żyć ? 🙂

2 Replies to “Etap 18. Zion National Park i słynny Angel’s Landing zdobyty”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.