Etap 14 Z Kolorado do Yellowstone -najstarszego parku świata

Dzisiejsza droga z Kolorado, mimo że długa, nie była monotonna. W zasadzie nie jechaliśmy międzystanowymi autostradami, tylko malowniczymi U.S Highways i State Highways.  Tak fajnie udało nam się zaplanować trasę roadtripa przez cztery stany tj Kolorado, Utah, Idaho i wreszcie Wyoming

kolorado

No to w drogę. Pokonywaliśmy co chwila kolejne przełęcze Gór Skalistych, na zmianę z dolinami i równinam Kolorado. Kilka fotek różnych krajobrazów zza okna auta.

Trzeba było jednak uważać, bo na tych górskich serpentynach po szosie spacerowało sobie bydło. Klakson nie robił na tych krowach żadnego wrażenia. Trzeba po prostu poczekać, aż raczą zejść z drogi. Prawie jak w Indiach a nie USA. No pewnie mogłem spróbować ręcznej metody kijem, ale nie chciało mi się opuszczać auta 😉 Inne niebezpieczne atrakcje to przemykające co pewien czas sarny i jelenie.

Na początku trasy, przed Vernal wpadliśmy na chwilę do Dinosaurlandu. Ciekawa ekspozycja stanowiska ze szkieletami dinozaurów. Długo tam jednak nie zabawiliśmy. Taki, przystanek w podróży w ciekawym miejscu po drodze. Z kartą America the Beauty – za darmo. 

Po drodze skręciliśmy jeszcze w rejon tamy na Flamin George. Ogólnie piękne, wypoczynkowe rejony Utah.

Pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie, od pięknego bezchmurnego nieba w Kolorado, przez pierzaste chmury Utah, aż w końcu opuszczając bardzo malownicze rejony Sheep Creek w Manilu wjechaliśmy w potężną, acz krótką, burzę. Myjnia już nie jest potrzebna 🙂 W zasadzie to chmurzyło się już od tamy we Flaming Gorge. Piękne słońce, a tuż obok, ciężkie ołowianie, burzowe chmury. Widać było, że w oddali leje. Robiło to wrażenie. Zdjęcia tego tak nie oddają, niestety. No ale dają wyobrażenie tej atmosfery.,

Po 690 km i niespełna 8 godz. jazdy, przejeżdżając – jak już wspominałem, przez cztery stany z Kolorado do Utah, dalej do Idaho, dotarliśmy do miasteczka – w zasadzie wioski – Thayne w Wyoming.  To nasz punkt noclegowy przed Yellowstone w małym dosłownie ośmio pokojowym moteliku prowadzonym przez sympatyczną i pracowitą, meksykańską rodzinę. Obok zresztą jest ich restauracja z super jedzeniem. Naprawdę miło było patrzeć jak w ten ich rodzinny biznes angażują się wszyscy z rodziny.

Teraz czas na regeneracje i jutro o świcie kierunek Yellowstone. Prognoza pogody nie napawa optymizmem, ma być pochmurnie. Trudno. Zobaczymy te cuda natury bez słońca 🙂

W Yellowstone, nocujemy znowu na kempingu pod namiotem. Pewnie bez zasięgu internetu. A to oznacza, że wtedy relacja i ewentualne porady będą pojutrze, od razu z dwóch dni. Zakładając, że nas dzika zwierzyna nie pożre, albo super wulkan nie wybuchnie 😉

A tak o brzasku przed podróżą żegnało nad malusieńkie Tahyene

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.