Etap 11. Page: Horseshoe Bend i magiczny kanion Antylopy

Noc zimna, nad ranem jedynie 6 stopni. Przydały się śpiwory i bluzy. Rano, wyprawa do płatnych pryszniców – 2,5$ za 5 min, potem spartańskie śniadanie w towarzystwie saren i jelonków. Serio, kręciły się tuż obok. Oswojone na maksa.  Jednak jest całkowity zakaz ich dokarmiania. Poparty zresztą, jak to w USA, sporymi karami pieniężnymi. Zwinęliśmy sprawnie namiot i ruszyliśmy dalej do Page z jej Horseshoe Bend i kanionem Antylopy

Po drodze odwiedziliśmy jeszcze kilka punktów widokowych wzdłuż Desert Road takich jak Moran Point, Lipan Point, Navajo Point, aż po Grand Canyon Desert View Watchtower gdzie jest sporo gift shopów, barów i kawiarni. Uwaga dla miłośników prawdziwej kawy: jest tam kawiarnia z prawdziwym włoskim ekspresem! A to, wierzcie mi, niebywała rzadkość na bezdrożach Dzikiego Zachodu. I w końcu East Entrance wyjechaliśmy z cudownego Grand Canyon National Park.

Dalej, fajne widoki, typowe dla Arizony, mnóstwo przydrożnych stoisk z wyrobami Indian Navaho – biżuteria, garnki, garnuszki, obrazki itp. Za oknem jedynie 36 stopni. Straszna patelnia. Zatrzymaliśmy się na moment zobaczyć malutki kanion. Po otwarciu drzwi klimatyzowanego auta poczułem, jakbym otworzył elektryczny piekarnik w domu..

No, ale co zrobić, taki tutaj mają klimat. Trzeba  wyjść i zwiedzać, mimo tej temperatury i ostrzeżeń o grzechotnikach, jadowitych pająkach, jaszczurkach i skorpionach. Na szczęście żadnego z tych miłych stworzeń nie spotkaliśmy. Zresztą po australijskich doświadczeniach to nie jest już takie straszne.
Dalej pomknęliśmy już prosto do Page. Szybko, bo ograniczenia tutaj to nawet 75 mph, czyli przelotowo 85 mph 🙂

Page, to miasto wybudowane przy okazji budowy zapory Glan Canyon Dam. Obok zapory, piękne i olbrzymie Lake Powell co, czyni to miejsce niemalże mekką dla amerykańskich turystów Jako że dzisiaj jest 3 lipca, dzień przed Independence Day, to ludzi jest full.

Pokręciliśmy się trochę w Page, przede wszystkim zaliczyliśmy główne punkty widokowe na tamie i moście oraz pobliski Glen Canyon Dam Overlook. Horseshoe bend zostawimy sobie na wieczór,

W końcu ruszyliśmy do głównego celu naszego dzisiejszego dnia tj. Upper Antelope Canyon , leżącego  na terenie rezerwatu Indian Navaho. Tylko oni mają prawo organizować toury, i czerpać korzyści.

Z Horseshoe Bend do Kanionu Antylopy

Nawet na laminowanych zwrotnych wejściówkach zarabiają 20$ jak ludziska pogubią. A to w tych emocjach i upale nie trudno.

Pełna komercjalizacja, codziennie dziesiątki grup zwiedzających. Wycieczka 90$ na osobę, za stosunkowo szybki około.30 minutowy, przemarsz z robieniem zdjęć (bez statywu, chybcikiem). Do tego godzina dojazdu przez pustynię na pace pick-up’a i relacja przewodnika. A takich firm jest kilka, czy nawet kilkanaście. Według moich szacunków Indianie mają z tych wycieczek ok. 100 tys $ obrotu dziennie (w sezonie). Not so bad 🙂

No i ograniczenia: zero plecaków, nawet monopodów i selfie-stick’ów. Na szczęście można mieć butelkę z wodą i małą torebkę na dokumenty Woda must have. Po pierwsze wiadomo, upał. Po drugie pomaga wypłukać dekagramy piachu z jamy gębowej po tej pustynnej jeździe 🙂

Widoki były jednak na tyle spektakularne, że nie czułem żadnego żalu z wydanych pieniędzy. Mimo, że na podstawie wyczytanych wcześniej setek opinii na blogach, obawiałem się dosyć później godziny naszego slotu o 16. Generalnie, wszyscy turyści „zabijają” się o sloty około południa. Wtedy podobno są najpiękniejsze zdjęcia z uwagi na kąt wpadania promieni słonecznych do kanionu

Nam w zupełności wystarczyły i te z 16. Ważne żeby było słonecznie. W pochmurny dzień to rzeczywiście może kiepsko wyglądać. Nie zrażony za bardzo pospieszaniem przewodnika robiłem dziesiątki, jak nie setki, zdjeć tego bajecznego miejsca. Jeżeli ktoś ma wątpliwości czy warto zobaczyć to miejsce – to zdjęcia z tych obu fotogalerii powinny je rozwiać. Wiem przecież, że moja subiektywna opinia to za mało 🙂

Oczywiście zawsze jest dylemat, który kanion wybrać Lower czy Upper Antelope Canyon. My wybraliśmy Upper. Tutaj językiem korzyści podróżników opisane korzyści i wady każdego z kanionów,

Potem zwróciliśmy się trochę do znanego Horseshoe Bend

Jednak chyba popularność zabiła klimat tego miejsca. Tak samo, w sumie, jak kanionu Antylopy. Olbrzymi parking, wjazd 10$, w godzinach szczytu cena idzie do góry na 20$, setki turystów, harmider, wszyscy bezpardonową zasuwają w upale na krawędź cykać zdjęcia i napawać się widokami. A tam odgrodzone urwisko w głównych miejscach widokowych.

Podobno te zmiany i przebudowy urwiska Horseshoe Bend to skutek dziesiątek śmiertelnych wypadków, nieostrożnych turystów spadających z krawędzi. Pewnie sweet focie robili. Sami byliśmy świadkiem w Yosemite niefrasobliwości , głównie azjatyckich młodych turystów. Zero wyobraźni.

Byliśmy tam przed godziną 19. Wczesny wieczór a temperatura nadal wysoka – 35 stopni. Niestety ta godzina to trudna pora do robienia zdjęć Horseshoe Bend, z punktu widokowego chylące się ku zachodowi słońce pada akurat w obiektyw. Nie miałem odpowiedniego sprzętu do robienia zdjęć pod słońce, ale kilka fotek udało się zrobić, w miarę nieprześwietlonych. Wcześniej mieliśmy ambitny plan poczekać na zachód słońca, ale to była jeszcze godzina czekania w tym upale. Zmęczenie i temperatura z nami wygrały. Wróciliśmy do hotelu. Trudno.

Jutro Independence Day 4th July. Najważniejsze święto dla USA i Amerykanów.. A my dalej na wschód, cel, znany chyba wszystkim miłośnikom westernów, Monument Valley,. Potem na nocleg do Bluff. Temperatura ma być ok 40 stopni (w cieniu). Pustynia. Indianie. Będzie się działo.

4 Replies to “Etap 11. Page: Horseshoe Bend i magiczny kanion Antylopy”

  1. Pianino CD

    Doceniam Twoje poglady, często tutaj bywam, serwerem proxy często się nakrywam, Czytam wiele postów, myślę, kontempluję, Twojego bloga nad wyraz szanuję 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.